niedziela, 21 lutego 2016

Zabrzmij jak: John Frusciante w utworze - Hump de Bump




Witam w kolejnej części "Zabrzmij jak...".
Hump de Bump to utwór na wskroś funkowy, można by go uznać za swoisty powrót do przeszłości, a dokładniej do czasów Blood Sugar Sex Magic, jeśli chodzi o tekst, lub nawet jeszcze dawniejszych, czyli Freaky Styley, kiedy to "Red Hoci" grali w podobny sposób.

INTRO I ZWROTKI


Piosenka jest dosyć monotonna, w budowie utworu, jak i partii instrumentów, ale to raczej norma jeśli chodzi o funk, w którym całe utwory składały się z jednego czy dwóch akordów, a cała zabawa w nich to rytm i "groove". Nie inaczej jest i w tym przypadku. Wszystko zaczyna się od pięciokrotnego uderzenia akordu G add9,

e|-------10-------|
h|-------10-------|
g|-------x--------|
d|-------9--------|
a|-------10-------|
e|----------------|

po czym następuje główny motyw zwrotki, można powiedzieć, temat. Należy uderzać tylko jedną strunę, d, bądź, g w zależności od tego czy wolimy grać w wysokich czy niższych pozycjach (ja polecam strunę d w pozycji 10). Prawą ręką uderzam dosyć mocno w struny, choć bez zbędnego machania dłonią, dla odpowiedniego brzmienia gitary, którą jest najprawdopodobniej Stratocaster w pozycji czwartej, czyli środek-mostek. Prawą ręką można również przesunąć bliżej mostka. W tym miejscu gra się ten moment łatwiej, struny są twardsze i dają lepszy sound
Kolejnym fragmentem jest wariacja tematu, podczas której zmieniamy sposób gry na uderzanie dwóch, lub nawet czterech strun, machając dłonią szesnastkami. Na końcu słychać taki oto akord, coś jak D7

e|-------10-------|
h|-------10-------|
g|-------11-------|
d|-------10-------|
a|----------------|
e|----------------|

REFREN


W refrenie brzmi sześć akordów, pierwsze cztery, czyli kolejno: d7, B7, A7 i G7, to progresja akordowa w dół, a B i C, w górę, które naprowadzają na akord d7, początek refrenu, który trzeba wyraźnie zaakcentować. Ta progresja, jest później urywana, by spokojnie wejść w zwrotkę.
W akordzie B-dur 7 i w każdym kolejnym siódemkowym, czyli A7 i G7 można grać dodatkowy dźwięk septymowy, czyli dla akordu B jest to dźwięk As, gramy go:


                      Tak,               bądź               tak                    
  
e|-------x-------|  e|-------x-------|
h|-------9-------|  h|-------x-------|
g|-------7-------|  g|-------7-------|
d|-------6-------|  d|-------6-------|
a|-------8-------|  a|-------8-------|
e|---- --6-------|  e|---- --6-------|

Dla kolejnych akordów wystarczy przesunąć palec na odpowiednie progi. Myślę, że to najprostszy sposób na zagranie tych akordów, bez niepotrzebnej ekwilibrystyki palców.

Dalej jest fragment dosyć trudny technicznie,



Ale jak widać wystarczy trochę poćwiczyć by wychodziło to całkiem sprawnie :)

Dalej utwór powtarza te same fragmenty, ale można co jakiś czas wrzucić coś takiego:

e|---------------------|
h|---------------------|
g|------10h12p10~~~~~--|
d|---------------------|
a|---------------------|
e|---------------------|

Równie dobrze można odrzucić na chwilę gitarę i zagrać  na "perkusji" wraz z Chad'em. Pamiętam, że zanim zainteresowałem grać na gitarze to grałem na właśnie takiej niby perkusji grałem, złożonej z garnków i muzycznych zabawek. Naprawdę polecam granie na takim zestawie, bo można przy tym ćwiczyć rytm, mimo że z boku może to wyglądać dosyć komicznie.
Można też zagrać do tej piosenki na bongosach, jak Omar Rodriquez-Lopez :)
 http://instrumentydladzieci.pl/


SPRZĘT


Gitara


Tutaj jeńców raczej brać nie należy, tylko Stratocaster, pozycja środek-mostek. Może to być, z tych tańszych rozwiązań, Yamaha Pacifica 112, bądź Blade Texas, lub każda inna o której wspominałem przy okazji innych części "Zabrzmij jak..."

Wzmacniacz


Wzmacniacz z jak najlepszym clean'em, bez dodatkowych efektów. Podkręciłbym tylko gałkę gain do takiego momentu, w którym gitara by się lekko przesterowała. Można też, w zależności od wzmacniacza, dodać trochę środka i wysokich tonów, ale tu jest dużo zmiennych, więc radzę eksperymentować.

A tak ten utwór zagrałem ja:


 


I na koniec taka mała ciekawostka. Utwór miał dwa tytuły robocze. Pierwszy wziął się od pierwszych słów tekstu, a mianowicie "40 detectives". Drugi to natomiast Ghost Dance, i nie był on przypadkowy, a wziął z podobieństwa do innego utworu RHCP z 1985, a mianowicie American Ghost Dance. Zresztą możecie sobie oba utwory porównać sami. Cześć! :)

Czytaj więcej

poniedziałek, 1 lutego 2016

BIG MUFF Pi - CIEKAWOSTKI

Oto lista kilku ciekawostek związanych z Big Muff'em




Kto używał Big Muff'a


W ciągu ponad 40 lat historii Big Muff'a w swoich rękach go trzymało wielu czołowych gitarzystów. Steve Howe z zespołu Yes używał Big Muff'a wielokrotnie w czasie swojej kariery. Miał jego pierwszą wersję. Nazywana jest triangle Big Muff, ze względu na trójkątne ułożenie potencjometrów.
Carlos Santana kupił Triangle Big Muff'a w 1971r, lecz nie wiadomo czy kiedykolwiek coś na nim nagrał.
Podobnie ma się sprawa z Johnem Lennonem, który kupił Big Muff'a w tym samym roku.
Pierwszym Big Muff'em Davida Gilmour'a z zespołu Pink Floyd była wersja druga kupiona w 1977.
Big Muff Davida Gilmour'a. Lewy obrazek prawy górny róg wersja 2, a po prawej wersja 7 rosyjska "Civil War"
Pete Townshend z The Who używał trzech wersji Big Muff'a pod koniec 1970 w studiu.
The Edge z U2 używa najnowszej wersji Big Muff'a, którą często widać w jego ogromnych pedalboard'ach.
Lewy górny róg. Prawdopodobnie wersja 5 bądź 6

Jack White jest dosyć znanym użytkownikiem Big Muff'a, jak wspomina:

Wszystko czego używałem w The White Stripes przez 7 lat to Big Muff i Whammy
Big Muff Jacka White'a. Wersja 9 "Reissue"
Kurt Cobain używał go w studiu w czasie nagrywania piosenki "Lithium"
Inni to chociażby:
  • John Frusciante (Red Hot Chili Peppers)
    John Frusciante, u dołu. Wersja 9, choć używał też wersji 8, rosyjskiej.
     
  • Flea (Red Hot Chili Peppers)
  • Cliff Burton (Metallica)
  • Brian Molko (Placebo)
  • Misfits

 

Historia nazwy

Istnieją dwie interpretacje nazwy "Big Muff".
Oto pierwsza z nich:

 Historia nazwy "Big Muff" może być stosunkowo prosta. Prawdopodobnie wzięła się od protoplasty Big Muff'a, czyli Muff Fuzz'a, którego nazwa oznacza tyle co stłumiony fuzz. Big Muff był od niego większy, jak i jego brzmienie, w porównaniu z nim było pełniejsze (ang. bigger). Matthews połączył te dwa fakty i po prostu dodał do nazwy wyraz "Big".

Druga wersja

Electro-Harmonix ma swojej historii wiele unikatowych i dziwnych nazw oraz grafik efektów. Często są w nich wyrażenia pochodzące z Amerykańskiego slangu. Dla przykładu efekt Black Finger pochodzi ze slangu związanego z narkotykami, a oznacza kolor palca osób, który po skrobaniu fifki pokrywał się czarną sadzą. Nazwa "Black Finger" była częściej tłumaczona jako odniesienie do palców Jimiego Hendrixa, jak EHX reklamowało efekt dający możliwość uzyskania "Hendrix'owskiego" brzmienia gitary.
Nie inaczej jest w przypadku Big Muff'a. Nazwa być może wynikała z "muffled fuzz", czyli opisu brzmienia efektu, lecz równie dobrze mogła być zaczerpnięta ze slangu, w którym słowo "muff" oznacza waginę, więc Big Muff w tym wypadku znaczy tyle co duża wagina. Wyjaśnijmy sobie jeszcze zagadkę symbolu π w nazwie. Czy oznacza matematyczną liczbę pi czyli stały stosunek długości obwodu do jego średnicy? Gdyby iść tym tropem można by wysunąć daleko idący wniosek, że skoro liczba pi jest niewymierna, a więc można by pisać jej kolejne cyfry po przecinku w nieskończoność to znaczy, że tak samo w Big Muff'ie można uzyskać nieskończoną ilość różnych brzmień zwyczajnie kręcąc potencjometrami, a ciągle będzie on brzmiał jak Big Muff. Ale czy rzeczywiście o to w tym chodzi, czy może stoi za tym jakieś głębsze znaczenie. Raczej nie. Musimy wrócić to slangowego tłumaczenia nazwy Big Muff. Znak π to odpowiednik łacińskiego słowa Pi, które brzmi jak angielskie "pie". To słowo to kolejny zwrot zaczerpnięty ze slangu i znowu, ma to samo znaczenie co wyraz "muff"

Po resztę informacji na temat m.in. historii powstania Big Muff'a zapraszam do tego filmu:




Czytaj więcej

piątek, 1 stycznia 2016

Zabrzmij jak: John Frusciante w utworze - Can't Stop




W kolejnej części "Zabrzmij jak" zajmiemy się utworem Can't Stop, zapraszam!

W każdym utworze można wymienić kilka elementów, na które w czasie gry trzeba zwrócić większą  uwagę. W przypadku tego utworu są to niewątpliwie rytm, a w szczególności akcentowanie odpowiednich partii utworu, oraz tłumienie strun. Ale zacznijmy od początku.


INTRO I ZWROTKA


Utwór zaczyna się od crescendo granego na 5 strunie na progach V i VII. Crescendo (wym. kreszendo) to jedno z określeń stosowanych w muzyce, a oznacza tyle co "coraz głośniej". Potem jest właściwy riff utworu. W utworze rytm jest akcentowany na 2 i 4, więc właśnie wtedy gramy głośniej, a więc w wypadku tego riffu będzie to dźwięk E.
 
 1----i---2--i
e-|---------------|
b-|---------------|
g-|------7--9-----|
d-|---------------|
a-|-7-7-------7-7-|
 e-|---------------| 


W drugiej części taktu ze względu na przesunięcie rytmu, czyli synkopę, akcent bada na cztery, ale nie ma tam żadnego dźwięku, więc i akcentu brak.


 3----i---4---i---
e|-------------------|
h|-------------------|
g|----7-x-9----------|
d|-------------------|
a|-7----------7-7-7--|




Ważne jest to, że w tym utworze uderzamy w prawie wszystkie struny, lecz niepotrzebne wytłumiamy, po to by uzyskać ten charakterystyczny sound. Na przykład gdy grany jest, jak wyżej, dźwięk E na VII progu struny piątej to zahaczamy tylko o sąsiednie struny by nie machać niepotrzebnie ręką i nie wydobywać zbędnych dźwięków, o co łatwiej gdy uderzamy trzy, a nie np. sześć strun.

REFREN

W refrenie zwrócił bym tylko uwagę na to by słuchać perkusji, bo w tym momencie, którym Chad uderza w talerz crash, John również akcentuje. Ważne również by wbrew sporej ilości opracowań tego utworu nie grać samego akordu C-dur, a akord C-dur z septymą wielką (C7+), czyli dodanym dźwiękiem h. Najlepiej z takim ułożeniem palców:



e|--------7--------|
h|--------8--------|
g|--------9--------|
d|--------10-------|
 a|-----------------| 



BRIDGE

Kolejnym elementem utworu jest mostek. W nim gramy zagrywkę reggaeową, bo uderzamy na "i". Są to te same akordy jak we zwrotkach tylko, że grane w innych pozycjach, tylko na strunach wiolinowych e,h i g. W dalszej części bridge'a słychać efekt chorus. Gdy jeszcze nie miałem tego efektu, takie brzmienie uzyskałem dzięki szybkiemu machaniu tremolem w gitarze :). Męczące, ale skutecznie, warto spróbować samemu.


SOLO

Ostatnim element piosenki to solo. Sam nie uczyłem się go na pamięć, a jedynie grałem pasujące dźwięki. Pasujące gamy to e-moll i G-dur, ale można też improwizować, zwłaszcza, że solo jest bardzo proste, a najważniejsze w nim są emocje. Gitara zdaje się krzyczeć dzięki odpowiedniemu brzmieniu i zastosowaniu kilku podciągnięć i vibrata.
Teraz zajmijmy się sprzętem, który pozwoli na uzyskanie odpowiedniego brzmienia.





SPRZĘT

 

GITARY

Najlepiej grać na Stratocasterze, bo tylko on daje odpowiedni sound, brzęczenie strun i oczywiście szklankę. Najtańszy i najlepszy to chyba Yahama Pacifica, ale całkiem niezłe są chociażby Squiery z serii Classic Vibe. W tej serii najlepszy jest nie Strat, a Telecaster Classic Vibe 50. Można też zwrócić uwagę na Ibanez'owskie Roadstary.
Ja grałem, na swoim Swampkasterze, na pozycji mostek-środek ze względu na najlepsze brzmienie.

EFEKTY

Trzy najważniejsze jakich używa w tym utworze John to prawdopodobnie BOSS DS-2, BIG MUFF Pi i BOSS-CE-1. Tańszych odpowiedników można znaleźć masę i na dobrą sprawę wystarczy distortion, najlepiej jakiś brudny, i chorus na mostek.


WZMACNIACZE

Tu możliwości jest naprawdę sporo. Ja postawiłbym na lampę, np. Vox AC4TV lub jego odpowiednik Harley Benton GA15. Ustawiłem go na lekki przester, crunch. W korekcji barwy dodałbym trochę więcej wysokich tonów, lecz gdy gramy na stracie i przetworniku mostowym może to nie być potrzebne.

A oto mój, nie do końca udany cover.
 
 
Czytaj więcej

sobota, 19 grudnia 2015

Delay - Echo w kostce


Delay to jeden z tych efektów, który kompletnie zmienił podejście do gry na gitarze. Dał nowe możliwości kreowania jak i tworzenia zupełnie nowych brzmień. Ale od czego się to wszystko zaczęło?

Efekty delay, czyli opóźniające, powstały już w latach 40-tych XX w. Dźwięk był wtedy zapisywany na taśmach magnetycznych. Dzięki wykorzystaniu mechanicznych elementów oraz zapętlonej taśmy, z której zapis jest odczytywany przez kilka głowic, uzyskiwano efekt delay. Czas opóźnienia ustawiany był dzięki zmianie tempa poruszania się taśmy oraz przez zmianę odległości między zapisującymi i odtwarzającymi głowicami. Ten typ efektu to delay taśmowy (tape delay). Obecnie jest emulowany przez różne efekty cyfrowe, jak chociażby Flashback od TC Electronic. Delay taśmowy był trudny do użytkowania przez mechaniczne elementy, które nie pozwalały na uzyskanie idealnie równych odbić, dlatego też zaczęto szukać czegoś lepszego.




Wtedy powstał delay analogowy. Był on doskonalszą wersją delaya taśmowego. W delayu analogowym zamieniono taśmę na układy scalone jak chociażby BBD (Bucket Brigade Driver). W rezultacie dało się uzyskać o wiele dokładniejsze odbicia, możliwość lepszej regulacji czasu itp. oraz zmniejszyć wielkość efektu. Delaye analogowe dodają do brzmienia trochę swojego charakteru, ale i szumy,
co prowadzi do spadku jakości brzmienia dla długich opóźnień.


 


Kolejnym punktem na drodze udoskonalania efektu jest delay cyfrowy. Delay ten zapisuje sygnał gitary w formacie cyfrowym na wewnętrznej pamięci RAM, a następnie odczytuje według wybranych opcji, czasu i ilości powtórzeń. Niewątpliwym plusem tego delaya jest to, że nie dodaje do brzmienia nic, chyba, że tego chcemy. Ma prawie zerowy poziom szumów, a odbicia są idealnie równe, co ma swoich zwolenników jak i przeciwników, którzy wolą delaye analogowe za ich bardziej organiczny dźwięk. Delay cyfrowy pozwala nam na uzyskanie brzmienia, które symuluje dwa pozostałe, czyli analogowy i cyfrowy, ale co jeszcze może delay? To inne jego rodzaje jakie można wyróżnić.







 1. Delay modulowany

Chorus, to na dobrą sprawę nic innego jak bardzo krótkie odbicie wraz z modulacją, która nadaje charakterystycznego brzmienia. Na podobnej zasadzie co chorus działa też flanger, tyle, że czas opóźnienia jest dłuższy. Delay modulowany to nic innego jak dodanie do odbić modulacji, czyli brzmienia chorus czy flanger. Można to uzyskać na dwa sposoby. Albo kupić delay z wbudowaną modulacją, lub delay z pętlą efektów, do której podłączamy efekt, dzięki czemu działa on tylko na delaya, a nie na wszystkie efekty, jakie używamy.


Posłuchaj:

U2 - Bad

 

2. Ping-pong delay


Nazwa może być dla niektórych ludzi myląca dlatego wyjaśnię czym ten delay tak naprawdę jest. Jego unikalność polega na tym, że kolejne odbicia są rozmieszczone w panoramie stereo, czyli wysyłane raz na lewy, a raz na prawy kanał, co daje podobny efekt jak piłeczka pingpongowa, która odbija się raz raz na prawej, a raz na lewej stronie stołu.

Posłuchaj:

Brian May - Brighton Rock

https://www.youtube.com/watch?v=kDuPF5Py2Gc




 3. Reverse delay


W tym delayu odbicia są odtwarzane od tyłu. Niby nic specjalnego, ale często w prostocie tkwi geniusz.

Posłuchaj:

Coldplay - Strawberry Swing



4. Slapback delay

To rodzaj delaya, który jest najczęściej używany przez gitarzystów reggae i dub. Charakteryzuje się tym, że ma tylko jedno odbicie i krótki czas opóźnienia (ok. 100-150ms). Oczywiście odbić może być więcej, lecz im jest ich więcej i im dłuższy czas opóźnienia, tym bardziej zbliżamy się do tradycyjnego delaya.

Posłuchaj:

 Elvis Presley - Mystery Train

 https://www.youtube.com/watch?v=Q_eE0NPArEY


5. Pitch-shift delay


Ten delay wykorzystuje octaver, czyli efekt, który obniża lub podwyższa dźwięk o oktawę.


 Posłuchaj:

  MUSE - Hysteria (Solo)

https://www.youtube.com/watch?v=3dm_5qWWDV8



6. Multitap delay


Ostatni rodzaj to prawdziwy kombajn. Łączy kilka oddzielnych efektów delay i łączy je razem w jeden sygnał. Dzięki temu można tworzyć naprawdę rozbudowane brzmienia. Na przykład ustawić jeden delay na 240ms a drugi na 120, trzeci natomiast na 180, dzięki czemu uzyskujemy ciekawy rytm, a my uderzamy tylko raz, co 240ms, a efekt robi swoje. Jednakże efekt ten jest dosyć trudny do obsługi i zwyczajnie wymaga wprawy.

 Posłuchaj:

The Shadows - Apache

https://www.youtube.com/watch?v=EzgbcyfJgfQ


Oczywiście możliwości delaya nie kończą się na tych 6 rodzajach, a można z nim robić o wiele, wiele więcej. Jak powiedziałem na początku całkowicie zmienia podejście do gry i nauki obsługi delaya to jakby uczenie się grać na nowo.


W czasie eksperymentowania z delayem można np. ustawić potencjometr feedback na maksymalną wartość by cieszyć się nieskończonym opóźnieniem. Kolejne odbicia zaczną nakładać się na siebie tworząc ścianę dźwięku. Wtedy można np. zmieniać wartość opóźnienia itp. i starać się okiełznać ten chaos. Często się zdarza, że zespoły kończą w ten sposób swój koncert.

Zapraszam też do przeczytania innych moich tekstów o chociażby kaczkach, chorusach i przesterach.
Czytaj więcej

poniedziałek, 6 lipca 2015

Zabrzmij jak: John Frusciante w utworze - Under The Bridge


Kolejna część serii "Zabrzmij jak...". Tym razem zajmiemy się utworem Red Hot Chili Peppers pod tytułem "Under The Bridge". Zapraszam!

 

Aby odpowiednio zagrać ten utwór trzeba na początku przesłuchać go kilka razy, zrozumieć o czym jest i wtedy wszystko okaże się jasne. Sam John mówił:
 Mój mózg podpowiedział mi, że to bardzo smutna piosenka, więc pomyślałem, ze skoro tekst jest smutny, to zrobię coś, co sprawi, ze akordy będą choć trochę weselsze.
Już początek utworu świetnie to pokazuje. Niby oba pierwsze akordy są durowe - czyli wesołe - lecz połączenie, można powiedzieć oderwanych od siebie akordów, całkowicie zmienia ich odbiór. Możliwe, że jest tak przez zmianę dwóch dźwięków na strunie 2 i 3. W akordzie D-dur są to dźwięki a i d, czyli składniki akordu durowego w odległości kwarty, a w kolejnym, Fis-dur, dźwięki te przechodzą w ais (b) i cis, które są tercją małą, a więc brzmią smutno, molowo. Gdybyśmy do tych dźwięków, ais i cis, dodali jeszcze f uzyskalibyśmy akord b-moll.
Te dwie strony, dur-moll, będą się ze sobą łączyć przez cały utwór, o czym się jeszcze przekonamy.


Zaczynamy od wstępu. Najprościej uzyskać odpowiednią barwę grając go palcami, a poza tym tak jest po prostu najłatwiej. Na początku każdej zmiany akordu słychać najwyższy dźwięk, (d albo cis), lecz nie trzeba go grać, bo wyraźnie słychać, że został on dodany później, dodatkowo.
Ten fragment staramy się grać delikatnie, cicho.
 Dalej wchodzi pierwsza zwrotka. Tą część lepiej grać kostką, da nam lepszą barwę. Tutaj też mimo przewagi akordów durowych na przełamanie zostały dodane cis-moll i gis-moll. Za pierwszym razem gramy bez większych urozmaiceń, po prostu odgrywamy kolejne akordy.
Dopiero za drugim razem dzieję się trochę więcej. Uruchamiamy teraz nasz groove i bawimy się tymi akordami. Dodajemy ozdobniki, legato, dodatkowe dźwięki. Starajmy się, aby brzmiało to swobodnie, bez zbytnego napinania się. Musimy prowadzić, łączyć każdy akord ze sobą. Czy to za pomocą legata, czy może za pomocą odpowiednich dźwięków. Oto przykład:

b|--------9--------------------------|
G|--------9-----------8-8-8-8h9p8--8-|
D|-7/--9--9-----------9-9-8--------9-|

A|----------11/--9-9--9-9-8--------9-|

 LEGENDA:
/ - slide
h - hammer on
p - pull off

Tutaj pokazałem połączenie akordów E-dur i H-dur. Można to wykorzystać po zagraniu akordu A-dur. W zwrotce uderzamy w struny ostrzej niż wcześniej, ale też bez przesady.
Wszystkie zwrotki wieńczy akord E7 z septymą wielką.

Później wchodzi refren(?). Trochę trudno to określić. W każdym razie jest to jedna z kulminacji napięcia, emocji w utworze. Najmocniej gramy na akordzie H-dur. Ten moment możemy albo uderzać cały czas z góry, albo naprzemiennie, Twój wybór co zabrzmi lepiej. Ta część jest też wyraźnie mniej wesoła od poprzednich, co można zobaczyć również w tekście. Z tego też względu powinniśmy uderzać mocniej i agresywniej.

Dalej jest powrót do zwrotki i tu się nic nie zmienia.

Ostatnie jest outro. Dodajemy do naszego brzmienia nieco chorusa i tak samo jak w zwrotce tu też bawimy się graniem. Dodajemy dźwięki, odejmujemy itd.  Na końcu utworu znowu nam się przewija motyw dur-moll. Akord A-dur przechodzi w a-moll co jest swego rodzaju klamrą, połączeniem całego utworu, właśnie to sprawia, że jest on tak spójny i kończy się w sposób taki, że nic nam nie przeszkadza w zakończeniu i chcemy tylko posłuchać go drugi, siódmy i dwudziesty raz, wciąż ciesząc się nim tak samo.
 Warto zwrócić uwagę, że podobną progresję akordów zastosował Jimmy Page w utworze Stairway to Heaven. Zresztą jest to jeden z utworów, który prawdopodobnie najbardziej inspirował Johna w trakcie tworzenia i nagrywania Under The Bridge. Drugi to Little Wing. Warto obu utworów przesłuchać patrząc właśnie pod kątem powiązań między nimi a utworem RHCP.
Pisałem wcześniej by zacząć cicho i później w kolejnych częściach grać głośniej. Moment kulminacji przypada właśnie na outro. W nim gramy już naprawdę mocno i głośno po czym powoli wyciszamy i już bardzo delikatnie uderzamy akord A-dur jako zwieńczenie całego utworu.

A teraz sprzęt.

GITARA


Najprostszym wyborem był by tu Jaguar ze względu na to, że właśnie na tym modelu grał John w teledysku do tego utworu, ale każda inna gitara podobna do niej lub mająca single coil'e będzie tu odpowiednia. Czyli dowolny Stratocaster, Telecaster itd. Warto też pobawić się przystawkami. Ja w swoim stratocasterze używałem przystawki pod gryfem, ale równie dobrze mogła by to być przystawka pod mostkiem czy połączenie środek-mostek.

WZMACNIACZ


Lampa sprawdziła by się tu najlepiej, ale dobry tranzystor również da nam odpowiednie brzmienie. Ważne by podkręcić gain do takiego poziomu by przy mocniejszym ataku lekko się przesterował. Można też podkręcić trochę wysokie tony.

EFEKTY


Efektów w tym utworze raczej nie ma. Tylko na końcu utworu słychać chorus.
Najlepiej by był dosyć mocny, z dużą głębokością i raczej niską (najlepiej dostosowaną do tempa utworu) częstotliwością. John najpewniej używał BOSS-a CE-1, ale każdy inny, chociażby CE-5, Small Clone lub jakiś Behringer, da sobie radę.




Na dziś to tyle. Serdecznie zapraszam do obejrzenia mojego coveru "Under The Bridge" jak i samego Johna. Pozdrawiam :)






Cytat pochodzi ze strony:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Blood_Sugar_Sex_Magik

Czytaj więcej

niedziela, 24 maja 2015

Behringer C-1U - recenzja i test


Swój pierwszy mikrofon kupiłem nie na początku swojej przygody z gitarą (a szkoda), ale znacznie później, mniej więcej po 3 latach i na dobrą sprawę wcale nie miał mi służyć do nagrywania gitary, a do nagrywania głosu. Był to Trust Starzz Microphone. Później gdy zacząłem robić recenzje i testy, przez pierwszych kilka filmów to nim nagrywałem wszystko. Mimo, że kosztował tylko 50zł to miał naprawdę sensowną jakość dźwięku. Ale tak już bywa, że po jakimś czasie zaczynamy rozglądać się za czymś lepszym. Z pomocą przyszedł, a jakże, internet. Często polecanym mikrofonem był Behringer C1-U, więc poczytałem, obejrzałem, posłuchałem i postanowiłem kupić właśnie jego. Przemówił za nim stosunek cena/jakość. Przeszukałem kilka stron internetowych i udało mi się znaleźć egzemplarz za ok. 200zł.

 OPIS


Tutaj podsyłam specyfikację Behringera C-1U:

- profesjonalny wielko-membranowy mikrofon pojemnościowy z wbudowanym interfejsem audio na USB o przetwarzaniu 48kHz,
- zasilanie phantom czerpane jest poprzez USB,
- w komplecie software: Audacity, Kristal, Podifier,
- max. SPL: 136 dB,
- idealny jako główny lub pomocniczy mikrofon w studiu i na scenie,
- charakterystyka kierunkowa kardioidalna – zapewni separację i pomoże zapobiec sprzężeniom,
- nisko-szumowe, bez transformatorowe układy FET,
- dioda wskazująca zasilanie,
- odlewana obudowa o szorstkiej powierzchni,


BUDOWA


Mikrofon jest średniej wielkości i ma ok. 20cm długości. Jest stosunkowo ciężki i szeroki przez co lepiej aby był na statywie, nawet takim małym, biurkowym często do niego dołączanym, jednak, gdy będziemy musieli trzymać go w ręce to myślę, że nie sprawi większych problemów. W dłoni leży pewnie, lecz ze względu na umiejscowienie samego mikrofonu w mikrofonie trzeba doń mówić trzymając go równolegle z twarzą oraz z diodą LED zwróconą do twarzy. Z tyłu praktycznie nie zbiera, ale jak wiadomo, jest to mikrofon kierunkowy.
Pomimo tego, że obie strony mikrofonu wyglądają tak samo to zbiera on tylko z jednej, tej z diodą LED

Dioda LED mimo tego, że wygląda na niebieską, święci na zielono.
Nie wiem czy jest to jednorazowy przypadek, ale w moim egzemplarzu by zobaczyć czy mikrofon jest włączony trzeba spojrzeć wprost na diodę LED. Bywa to czasami kłopotliwe. Oczywiście wiadomo, można sprawdzić też czy kabel USB jest podłączony, ale jednak warto by dioda LED pokazywała dobrze to co ma pokazywać.

W miejscu gdzie znajduje się wejście USB mamy też odkręcaną część, dzięki, której przymocowujemy mikrofon do statywu. Wtyk na kabel USB jest umiejscowiony od spodu przez co np. postawienie go sobie na biurku nie może mieć miejsca i to jest jeden z powodów by dokupić sobie do niego statyw.



C1-U jest bardzo prosty w użytkowaniu. Po prostu wpinamy kabel do komputera i już możemy nagrywać. Nie potrzeba dodatkowego osprzętu, tak jak to miało miejsce w C1, co jest jego wielkim plusem.

WRAŻENIA


Behringer C1-U jest prawdopodobnie najlepszym mikrofonem jaki możemy kupić w cenie do 250zł. Świetnie odwzorowuje dźwięki. Gdy nagrywałem głos w 95% jego brzmienie pokrywa się z rzeczywistym. Jedyną wadą jest to, że dźwięk jest lekko przytłumiony. Najpewniej jest to wina zastosowania wewnętrznego pop filtra. I mimo tego, że on tam jest trzeba dokupić zewnętrzny pop filter. Są ich dwa podstawowe rodzaje. Pierwszy to taki w formie nakładanej na mikrofon gąbki, a drugi rozciągniętej na okręgu tkaniny, która możemy dowolnie ustawiać.

http://www.musiccenter.pl/akcesoria-mikrofonowe/1/180/


Problem głośności jest często poruszanym tematem, ale tak na dobrą sprawę nie istnieje. Po tym jak ustawimy czułość na maksa, możemy spokojnie nagrywać. Ale warunkiem jest to by nie mówić cicho i nie z 10m tylko stosunkowo blisko i w miarę głośno. Jest to mikrofon studyjny i używajmy go do takich celów do jakich został stworzony. Gdy nagrywam głos to ustawiam się blisko mikrofonu, ale spokojnie można go używać do mówienia z odległości 30-50cm, co myślę, że w zupełności wystarcza.
Jeszcze lepiej radzi on sobie gdy nagrywam wzmacniacz. Zmniejszam wtedy jego czułość, a co za tym idzie nikną szumy (których i tak praktycznie nie ma). Mogę wtedy nawet głośno puścić sobie nagranie z głośników, a i tak mikrofon nie zbiera tych dźwięków. Więc jak widać ta niska czułość może mieć swoje zalety. Niska głośność sprawia też, że na nagranie nie wpływa aż tak bardzo akustyka pomieszczenia, czyli pogłos i inne przydźwięki.
Szumy. Jak używam go od ok. pół roku ani razu nie miałem z nimi problemów. Co prawda mikrofon generuje je, ale nie są one na tyle głośne by trzeba było dźwięk odszumować.
Jak już wspominałem, do mikrofonu radzę dokupić od razu duży statyw, który niesamowicie ułatwia korzystanie z niego i sprawia, że możemy go sobie dowolnie ustawić i nagrywać na siedząco, stojąco czy ustawić go do stojącego na podłodze wzmacniacza.

Tu można znaleźć naprawdę dobre. Polecam!

 http://www.musiccenter.pl/statywy/1/82/




PODSUMOWANIE


Myślę, że Behringer C1-U jest naprawdę dobrą propozycją dla amatorów i tzw. pół profesjonalistów. Oferuje sensowną jakość dźwięku za małe pieniądze. Co prawda ma swoje wady, ale myślę, że osoby chcące zacząć coś nagrywać czy takie które chcą się przesiąść z taniego mikrofonu na coś lepszego będą zadowolone. Po jakimś czasie jego wady mogą zacząć nam przeszkadzać, niemniej jednak ja jestem z niego bardzo zadowolony i nie planuję go zmieniać. Jego zaletami są:

  1. Niska cena,
  2. Bardzo dobry stosunek ceny do jakości,
  3. Znakomita (jak na tę półkę cenową) jakość nagrywanego dźwięku,
  4. Prawie całkowity brak szumów,
  5. Prostota w użyciu (plug&play)
  6. Małe rozmiary,
Natomiast jego wadami są:

  1. Problematyczna dla niektórych niska czułość,
  2. Umiejscowienie kabla USB,
  3. Słabo świecąca dioda LED
Link do sklepu:

 http://www.musiccenter.pl/Behringer-C1-USB/5698/

W każdym razie bardzo go polecam i zachęcam do obejrzenia mojego testu czy innych nagrań, w których używałem tego mikrofonu, abyście sami mogli ocenić jak się sprawuje.(test i recenzja BOSS-a CE-3, wszystkie covery RHCP, linki na pasku "COVERY" i "Recenzje i testy".



Czytaj więcej

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

BOSS - Chorus Ensemble




Chorusy firmy Boss w ciągu swojej całej historii zdobyły status kultowych efektów i znane są  przez większość muzyków, a w szczególności gitarzystów i basistów. Niezliczona liczba używała tych chorusów przez całą, prawie 40 letnią historię. Najsłynniejsi użytkownicy CE-1 to m.in.:
Andy Summers (The Police)
John Frusciante (Red Hot Chilli Peppers)
Pete Anderson i Peter Marchese (Voyager One).
Efekty były popularne również wśród klawiszowców, jak choćby Herbie Hancock, Peter Gabriel czy Tony Banks.

Historia


Chorus CE-1 ujrzał światło dzienne w czerwcu 1976 roku. Został on zbudowany na podstawie obwodu, którego Roland użył w wzmacniaczu JC-120 z 1975 roku. Roland założył firmę Boss, która miała się specjalizować w efektach i ich pierwszym efektem jak również pierwszą komercyjną kostką chorusową był CE-1. Od tamtej pory Boss sprzedał około 7 milionów kostek stając się największą firmą jeśli chodzi o produkcję efektów. CE-1 był również pierwszym efektem wykorzystującym chip (układ scalony) BBD (Bucket Brigade Driver), analogową ścieżkę delaya w zintegrowanej ścieżce. Licencje IC (oryginalnie zaprojektowany przez Philipsa) miała firma Matsushita i to oni byli uprawnieni do masowej produkcji tego efektu.
CE-1 jest urządzeniem zasilanym sieciowo, które dysponuje zarówno chorusem jak i efektem vibrato. Wyjście stereo było funkcją niedostępną dla efektów w tamtym czasie.

Sprzedaż CE-1 na początku rosła dosyć powolnie aż do końca lat 70. XX wieku kiedy to jego popularność zaczęła wzrastać szczególnie wokół muzyków grających na organach Hammonda. Powoli też jego popularność wzrastała wśród gitarzystów i basistów, lecz był on relatywnie dużym i drogim efektem przez co nie był sprzedawany w dużych sklepach. Firma Boss musiała więc działać. Stworzyła więc mniejszą i przystępniejszą cenowo wersję efektu w metalowej obudowie (znanej dziś pod nazwą kompaktowej) tak by trafiła do większych sklepów.
W październiku 1979 wypuścili na rynek znacznie mniejszy od CE-1 efekt nazwany CE-2. Występował, jak i CE-1, tylko w wersji mono ze znacznie zmniejszonymi możliwościami w stosunku do poprzedniego efektu. W 1988 roku Boss przeniósł produkcję z Japonii do Tajwanu by zwiększyć ilość produkowanych egzemplarzy. Części używane do produkcji CE-2 zmieniły się na podobne ale od innych sprzedawców - najczęściej tych tańszych.
Kolejny efekt w serii ukazał się w 1982 i był to CE-3, który był reklamowany jako wersja stereo Bossa CE-2. Obok potencjometrów RATE i DEPTH dodany został też przełącznik pozwalający zmieniać wyjście MONO/STEREO.
Boss CE-5 to rok 1991 i jego budowa wewnętrzna bardzo się różniła od oryginału. Ten efekt również był produkowany na podstawie chipu BBD aż do 2001 kiedy to zaczęto stosować płytki drukowane, a efekt zmienił nazwę na CE-5A. Cały obwód został kompletnie zmieniony, a chip BBD zmieniony na cyfrowy. Na zewnątrz, efekty były identyczne, jedynie numer seryjny pokazywał, którą wersję efektu mamy. Wszystkie efekty CE-5 stworzone przed październikiem 2001 powinny mieć starą płytkę.
Ostatni (oprócz Super Chorusa) członek rodziny chorusów Bossa, CE-20, pokazany został w 2005 i jest w całości efektem cyfrowym. Ten efekt zawiera brzmienie z CE-1 i wielu innych efektów. Zawiera również dodany potencjometr reverb i tone jak i dodatkowy EQ dla efektu. Programowalna pamięć, wejście i wyjście stereo i wyjście słuchawkowe dodają mu użyteczności.

PORÓWNANIE - BRZMIENIA I UŻYTECZNOŚCI



CE-1: Brzmienie tego sprzętu jest zwyczajnie piękne. Ma łagodny, ale bogaty, nasycony charakter, który nadaje mu mocy. Lubię gdy efekt dodaje coś od siebie do zwykłego, czystego dźwięku. Ten chorus wwierca się w dźwięk i tworzy organowy, niezwykle muzyczny efekt. Pitch shifting (zmiana wysokości dźwięku) vibrato daje bardzo gładki i mokry, wilgotny dźwięk.
Boss CE-1 nadaje brzmieniu swój charakter. Nieznacznie osłabia wysoką górę i średnie tony. Sygnał wejściowy zostaje skompresowany i traci nieznacznie na swojej dynamice niemniej jednak sygnał wejściowy można ustawić co daje możliwość ustawienia poziomu kompresji.
Tryb vibrato ma kontrolę obu potencjometrów, i intensywności, i szybkości, lecz jedynie intensywność jest nastawna. Efekt ma dwa przełączniki i dwie diody. Jedna pozwala na zmianę trybu chorus/vibrato, druga na włącznie lub wyłącznie efektu. Jedna z diod pokazuje tryb przez miganie z częstotliwością chorusa/vibrata, inna wskazuje kiedy sygnał się przesteruje (clipping). Podsumowując CE-1 jest kostką o naprawdę świetnym brzmieniu, która z pewnością zachowa swoje miejsce wśród najlepszych efektów chorus.

CE-2: (Japan/Taiwan) Brzmienie BOSS-a CE-2 różni się znacząco od poprzednika. Brzmienie jest jaśniejsze i mocniejsze z wyraźną górką. Obwód wejściowy został zmieniony (zmieniono impedancję wejściową z 1Mhm na 470kOhm) i sygnał nie kompresuje się tak łatwo dzięki czemu zwiększyła się dynamika w porównaniu do CE-1. Brzmienie stało się bardziej jasne, lecz ciepłe brzmienie znane z CE-1 zostało nieznacznie utracone. Japońska i Tajwańska mają zmienione komponenty, jednak cena pozostała bez zmian mimo zmiany fabryki. Na szczęście brzmienie pozostało praktycznie takie samo po za małymi różnicami. Wersja Japońska ma delikatnie mocniejszy dół i środek w porównaniu do wersji Tajwańskiej, która wprowadziła do tego brzmienia gładkość. Jednak jak wspominałem efekty te nie różnią się między sobą aż tak bardzo i każdy z osobna brzmi dobrze.

 CE-3: Ten efekt był reklamowany jako wersja stereo BOSS-a CE-2, ale CE-3 ma wprowadzone również inne zmiany. BBD (pętla, obwód delaya) i taktowanie zegara w efekcie zostały zmieniony na nisko napięciowe wersje, odpowiednio MN3207 i MN3201. Brzmienie tego efektu zupełnie inne od poprzedniego. Ten chorus ma zimne, wręcz sterylne brzmienie z delikatnym metaliczny posmakiem. Funkcja stereo to ciekawy dodatek ale przełącznik MODE jest również użyteczny bez trybu stereo. Daje wtedy inne zabarwienie brzmieniu i potrafi sprawić by efekt zabrzmiał jak vibrato. W mojej opinii nie jest to aż tak zły chorus jak niektórzy sądzą, choć nie da się ukryć, że to prawdopodobnie najgorszy chorus z tej serii.

 CE-5 / CE-5A: Brzmienie CE-5 jest odrobinę bliższe temu co mogliśmy usłyszeć w CE-2. W tym modelu również zostały zastosowane układy MN3007 i MN3101. Niemniej jednak zastosowany obwód jest zmieniony w porównaniu do CE-3, co staje się widoczne gdy go usłyszymy. Użyty w potencjometr Equalizer dodaje mu wszechstronności i dostosowując stosunek wejściowej barwy i tej z efektu możemy ustawiać praktycznie dowolne brzmienie. Od lekko migającego dźwięku, do mocno wibrującego. I chociaż ten efekt ma naprawdę ładne i jasne brzmienie to w porównaniu do CE-1 czy też CE-2 przegrywa z nimi przez zbyt chłodny dźwięk. Brak mu ciepła znanego z dwóch pierwszych chorusów BOSS-a. Dodatkowo mimo, że efekty CE-5 i CE-5A są zbudowane zupełnie inaczej to w brzmieniu nie ma praktycznie różnicy. Jest to zastanawiające, wiedząc jak różnią się te dwa efekty.

  
CE-20: Ta kostka to spory krok naprzód jeśli chodzi o efekty BOSS-a. Efekt jest prawie w całości cyfrowy, a brzmienia są w całości symulowane. Mimo, że ciepło i głębokość analogowych efektów nie są w całości takie same to brzmienie tej kostki jest raczej dobre i dodane funkcjonalności, jak zapisywanie ustawień tworzą z tego efektu naprawdę użyteczne narzędzie. Można naprawdę łatwo znaleźć satysfakcjonujące nas brzmienie, a w tym efekcie można zmieniać mnóstwo dzięki mnogości opcji. Możliwość zapisywania to naprawdę dobre rozwiązanie, zwłaszcza dla ludzi, którzy często zmieniają ustawienia chorusa i nie chcą schylać się do niego by przekręcić pokrętła. Wgrany do CE-20 dźwięk CE-1 ma całkiem blisko do brzmienia oryginału.
Ogrom ustawień wykracza daleko poza możliwości mniejszych kostek tej serii, sprawia, że wcześniej niemożliwe do uzyskania brzmienia są na wyciągnięcie ręki. Ale mimo możliwości uzyskania tylu różnych brzmień, efekt zdaje się brzmieć pusto, bez ducha. Nadal jest to niesamowicie użyteczny efekt, z którego możliwości skorzysta na pewno sporo muzyków, lecz niektórzy muzycy mogą być rozczarowani.

PRÓBKI AUDIO 

                                                              CZYSTY    DŹWIĘK


CE-1:                                                    CHORUS     VIBRATO

CE-2 Japan:                            LEKKI CHORUS     MOCNY CHORUS

CE-2 Taiwan:                           LEKKI CHORUS     MOCNY CHORUS

CE-3:                                       LEKKI CHORUS   MOCNY CHORUS

CE-5:                                      LEKKI CHORUS   MOCNY CHORUS

CE-5A:                                    LEKKI CHORUS   MOCNY CHORUS

CE-20 CE-1 MODE:               LEKKI CHORUS   MOCNY CHORUS

CE-20 RICH MODE:               LEKKI CHORUS   MOCNY CHORUS

CE-20 STANDARD MODE:    LEKKI CHORUS   MOCNY CHORUS

PODSUMOWANIE I WERDYKT


Seria - The Chorus Ensemble - ma bardzo długą historię, jak i dużo zmian oraz poprawek. Jak np. pierwszy dostępny dla wszystkich chorus, CE-1, może być nazywany "Matką Chorusów". Ma ciepłe i naturalne brzmienie, które może być wytyczną dla innych efektów, jak powinien brzmieć prawdziwy chorus. Niemniej jednak, przez jego rozmiary, dostępność i cenę, dla większości nie jest to dobry wybór. CE-2 również ma niesamowicie dobre brzmienie, ale te same problemy co CE-1 czyli jest rzadki i kosztowny. CE-3 to całkiem niezły chorus, ale jego brzmienie raczej odstrasza aniżeli zachęca do kupna. CE- 5 to całkiem niezły kompromis pomiędzy możliwościami, a ceną. CE-20 to sprzęt dla muzyków, którzy lubią tzw. "kombajny" i  eksperymenty z brzmieniem.
I na koniec każdy chorus z tej serii jest naprawdę dobrym sprzętem i każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Dla kolekcjonerów i osób lubiących vintage'owe brzmienia, CE-1 ma status legendarnego efektu, a to świadczy o statusie chorusów BOSS-a w świecie muzyków.

Czytaj więcej